Przeprawiałem się przez hektary dzikiego i niekończącego się lasu, z
powodu jednej sprzeczki. Chwila i już nie było po mnie śladu. Tak,
uciekłem z watahy. Teraz, po tych wydarzeniach już nic nie jest takie
same. Drzewa stały się ciemniejsze i bardziej masywne, zwierzęta,
groźniejsze i trudniejsze do upolowania. Cały świat jakby obrócił się
przeciwko mnie.
Z ponurą miną wlepiłem wzrok w ziemię i rozdeptywałem niczego nie
winne kępy trawy, gdy nagle usłyszałem nietypowy szelest. Tak jakby
wiatr przybrał zwierzęcą postać i zaczął rozganiać niesforne liście. To,
oprócz zmaterializowanego wiatru, mogło być tylko jedno stworzenie.
"Latający wilk"- pomyślałem.
Położyłem uszy ku sobie i wolnym krokiem podszedłem do źródła dźwięku,
gotowy do ataku. Z zarośli wyskoczyła wadera i rzuciła się na mnie. Nie
zwlekałem długo i odpowiedziałem na atak. Choć jedną z moich zasad est
nie atakowanie płci pięknej musiałem się bronić. Gdy przydusiłem
wilczycę do ziemi, chrapliwym głosem spytałem:
-Kim jesteś i czego chcesz?
-Proszę, nie ma złych zamiarów. Jestem Operah, Alfa w Watasze Greckich
Wilków. Myślałam że jesteś wrogiem... ale myliłam się?- podejrzliwie
spojrzała na mnie.
-To ja tu zadaje pytania! Ale... nie, nie myliłaś się. Night Howl- przedstawiłem się.
-Miło mi. Może dołączysz do mojej watahy? Na razie nikogo nie ma...- spytała Operah.
-Z chęcią- rozpromieniłem się. -To... masz ochotę może popływać?- spytałem spoglądając w stronę jeziorka nieopodal.
(Operah?)
A zrobicie tu czat?
OdpowiedzUsuń